piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział 5

- Sophie, gdzie jesteś?- po całym mieszkaniu rozległ się głos niani.
- Na strychu, zaraz zejdę- odezwała się po chwili brunetka.

Cofnęła się w stronę starej szafy, było tam dużo starych gratów, poniektóre jeszcze z dzieciństwa. W roku stało wielkie, drewniane krzesło na którym była nieduża skrzynka. Z prawej strony różne dywany, buty, nawet części meblowe. Sięgnęła ręką po starą, zakurzoną lalkę. Nic się nie zmieniła od tego momentu jak wyniosła ją na strych.

- Hmm widzisz mamy coś ze sobą wspólnego, ja też nie jestem nikomu potrzebna, rzucona w kąt jak jakiś śmieć, którym można pomiatać i wyrzucić jak się komuś znudzi - Sophie dłonią pogładziła lalkę odgarniając kurz.

 Przypatrzyła się w jej plastikową główkę, usta, niebieskie oczy, jakby miała nadzieję, że ów przedmiot zdoła jej coś odpowiedzieć, przemówi do niej, będzie jej przyjaciółką, jak za czasów beztroskiego życia - dzieciństwa. Nagle kątem oka spostrzegła jakiś materiał. Odłożyła lalkę na półkę. Usiadła na  kolanach.Wygrzebała ów przedmiot z całej sterty zabrudzonych i zakurzonych materiałów, z których jej mama chciała zrobić zasłony na okna, ale się nie udało. Delikatnie rękoma zabrała tkaninę. Przyjrzała się jej bliżej delikatnie gładząc, wreszcie rozpoznała co to było - szalik. Jednak dla niej nie był to zwykły przedmiot, były to pewnego rodzaju relikwie po jej zmarłej babci. Oparła się o nogę stolika dając się ponieść przemyśleniom. :

Babciu, co robisz?- zapytała mała brunetka bawiąca się lalkami na panelowej podłodze w salonie. Momentalnie podeszła do starszej kobiety lustrując każdy jej ruch. Patrzyła na zwinne palce, które dziwnym narzędziem złączały włóczkę w jedna część.
- Kochanie, to będzie dla ciebie, są teraz mroźne dni, a ja nie mogę pozwolić, by moja malutka zmarzła- starsza kobieta popatrzyła życzliwym wzrokiem na brązowooką dziewczynkę nie spuszczającą z niej wzroku. Po chwili założyła na nos swoje niewielkie okulary, całkowicie zagłębiła się w swojej czynności. Dziewczynka przysiadła się obok niej co chwila popijając kakao, które zrobiła jej babcia, uwielbiała ten czekoladowy zapach, smak i ciepło, które czuła ilekroć dotknęła kubka.
- O, jeszcze tutaj zaciągnę... i już zrobione- babcia klasnęła wesoło w dłonie, odkładając owe druty na stolik. Po chwili w dłoniach trzymała piękny, długi, ciepły szal. Był różnego koloru: zielony, czerwony, różowy, nie zabrakło też niebieskiego, wszystko kolory tęczy.
- Babciu, jest śliczny bardzo ci dziękuję- dziewczyna momentalnie rzuciła się na szyję babci całując ją i tuląc tak mocno, że aż kobiecie często brakowało tchu.- ale wiesz co?
- Co?
- I tak uwielbiam ten kolor- małą rączką wskazała na fioletowy. Starsza pani wybuchnęła śmiechem. - Babciu, zawsze będziesz ze mną, tak? I nigdy mnie nie opuścisz?- zapytała wbijając swoje oczy w zatroskaną twarz swojej kochanej babci.
Kobieta westchnęła, nabrała powietrza do płuc, po czym odpowiedziała - Tak, Sophie, ale musisz pamiętać, że kiedyś mnie zabraknie, ale ja nigdy cię nie opuszczę, będę na ciebie patrzeć stamtąd- ręką wskazała na niebieskie niebo, bez ani jednej chmurki - chociaż nie byłoby mnie koło ciebie ciałem, wiedz, że ja zawsze będę, tutaj w twoim serduszko, i jeśli będzie ci źle, jeśli będziesz się czuła smutna zawsze ci pomogę.- Kobieta pogłaskała brunetkę po głowie i mocno przytuliła. Na co dziewczynka zmarszczyła czoło:
- Nie rozumiem- zaprotestowała zakładając rączki na klatce piersiowej
Babcia uśmiechnęła się tylko, po czym odpowiedziała - Kiedyś zrozumiesz, ale pamiętaj zawsze będę cie kochać !

Po policzku Sophie spłynęła łza, która zaraz potem wsiąkła w szalik, który dziewczyna miała mocno przytulony do piersi. Schowała twarz do niego, po czym mocno załkała. Wstała z ziemi, otrzepując zabrudzone kolana. Poczuła, że coś potrąciła dłonią. Po strychu rozległ się lekki hałas, który był spowodowany upadkiem jakiegoś małego przedmiotu. Sophie popatrzyła na podłogę, w celu znalezienia przyczyny. Podniosła małego, porcelanowego anioła z harfą w dłoni.

-Ahh, to ty, zawsze cię szukałam- powiedziała zamykając oczy

-Sophie, chodź tutaj, ma coś dla ciebie ! - Po pokoju rozległ się wesoły głos siwej staruszki. Już po chwili dało się słyszeć tupot na zimnej posadzce małych nóżek
-Tak babciu- przed kobietą stanęła dziewczynka, o brązowych włosach śmiesznie podskakująca wokół kobiety.
-To dla ciebie, zobaczyłam na stoisku, na targu i pomyślałam, że ci kupię, jesteś bardzo podobna do niego- odpowiedziała staruszka wręczając dziewczynce małego aniołka z harfą w dłoni i wielkim uśmiechem na twarzy
-babciu, dziękuję ci ogromnie, jest śliczny, dam go koło łóżka, a dlaczego jest podobny do mnie?
-Bo ty jesteś właśnie moim takim małym aniołkiem- kobieta pogłaskała dziewczynkę po włoskach opadających na czoło. Widziała jak dziewczynka w wesołych podskokach oddala się do swojego pokoju. - oj tak, moim małym aniołkiem- kobieta powtórzyła to jeszcze raz z uśmiechem na twarzy zabierając się do robienia obiadu.

Sophie kurczowo ścisnęła małą figurkę, chowając do kieszeni w obawie, że ktoś może jej ją zabrać. Zeszła schodami do mieszkania szczelnie zamykając drzwi od jej skarbca. Jeszcze raz spojrzała na kalendarz, na którym widniał 15 kwietnia. Jedyne szczęście, które w tym dniu doświadczyła to to, że nie musiała iść do szkoły, nie musiała znów głowić i się, jaką wybierze drogę ucieczki. Założyła letni płaszczyk, ubrała baleriny. Miała już wychodzić, jednak energicznie wpadła do kuchni, z lady zabierając dużą, czerwoną różę i małego znicza. Krzyknęła ile sił w płucach

- Wychodzę, będę niedługo, a mama przyjedzie dziś na cmentarz?-zapytała, choć znała odpowiedź. Mocno ścisnęła klamkę
- Nie, mówiła, że nie ma czasu

Dziewczyna mocno popchnęła drzwi, po czym wyszła z domu zamykając za sobą drzwi

- Wiedziałam, że tak będzie jej to nic nie obchodzi, nawet babcia- biła się z myślami, idąc szybkim krokiem.

                                                             ~*~

- Zayn, gdzie tak wczoraj późno byłeś?- zapytał chłopak w samych slipach wchodząc do pokoju bruneta. Nie  zwarzając na nic podszedł i wskoczył na łóżko
-Po pierwsze byłem nie tam gdzie myślisz, a po drugie złaź z mojego łóżka-zawołał z groźną miną Zayn, lustrując przyjaciele z góry na dół- ubierz się wreszcie
- Oki, i tak ci nie wierzę - krzyknął z uśmiechem po czym opuścił jego pokój. Zszedł do kuchni, mierzwiąc niedbale swoje włosy odpowiedział z niezwykłym entuzjazmem
- Ej chłopaki, myślę, że Zayn poznał kogoś, nigdy się tak nie zachowywał, dziś jest wyjątkowo spokojny a i nie wyrzucił mnie z pokoju jak zazwyczaj robi- loczek wydukał to jednym tchem
- Harry, Harry zdaje ci się pewnie tak samo, jak wtedy co obudziłeś cały dom drżąc się wniebogłosy, że Katy Perry stoi pod naszym domem- blondyn zaśmiał się przygryzając kawałek chleba
- Przestań, to było co innego, ona naprawdę tam stała- próbował się usprawiedliwiać, ale to nie podziałało
- Tak, tak wiemy- przerwał mu Liam

Nagle w kuchni zrobiło się niezwykle cicho, po schodach zszedł Zayn. Miał na sobie spodnie i koszulę, która była niedbale zapięta, jednak po chwili brunet się skapnął bo ją rozpiął i chciał uporządkować jak ma być, lecz jego czynność przerwał Louise kładąc rękę na jego ramieniu

- Zayn, proszę cię przestań, nie musisz nam tutaj od razu robić toples - zaśmiał się Louise a za nim wszyscy chłopcy. Jednak dla Nialla, było to za wiele, nie dojże, że ubrudził się po całej twarzy, to w dodatku spadł z krzesła,  na co Liam był zmuszony pomóc mu w wstawaniu. Jedynym co się nie śmiał był Zayn, lecz to nie trwało długi. Po chwili na jego buzi pojawił się lekki uśmiech
-O jeju od 3 miesięcy widzę jak się śmiejesz- krzyknął usatysfakcjonowany Liam - kto jest tego dokonaniem?
-Nie wiem o co wam chodzi-odpowiedział zestresowany Zayn robiąc sobie posiłek, a dokładnie zabrał z paczki pączka i nalał mleko do szklanki, co nie było dużego rodzaju wyczynem.
-Ale my już wszystko wiemy, widzieliśmy cię wczoraj- podpuszczał go Harry
-Tak? Ale gdzie?Nie byłem tam długo- zaczął się tłumaczyć, zmieszany.
-A bingo i tutaj cię mamy !-krzyknęli zadowoleni - jak ma na imię?
-Sophie, my jesteśmy tylko przyjaciółmi
-Tak, tak wiemy jedna i ta sam śpiewka

Zayn odwrócił się napięcie, był bardzo wkurzony- i po co ja im mówiłem.- zaczął karcić samego siebie. Nie mógł skupić się nawet na podstawowych czynnościach, jego myśli w pełni były poświęcone Sophie, zadawał sobie każdego dnia pytania, na które nie znał odpowiedzi. Musiał się dowiedzieć, za bardzo była ważna dla niego, by tak to pozostawić, nie mówił tak o każdym ale teraz mógł śmiało stwierdzić, że była jego przyjaciółką, jednak ta przyjaźń była inna, oni rozumieli się bez słów. Czasem zwykły spacer a nawet siedzenie przed telewizorem, zwykłe, codzienne spojrzenie było wszystkim. Jeden gest i wszystko było jasne. Chłopak nie mógł się doczekać spotkania z nią. Szybko zawiązał swoje białe trampki, rzucił przyjaciołom krótkie ''wychodzę'' po czym znalazł się na tłocznej ulicy. Szedł równym krokiem z niezwykłym spokojem. Przeczesał palcami włosy, włożył ręce do kieszeni a na uszy ubrał słuchawki z których wydobywała się jego ulubiona muzyka. Tak wczuł się w słowa i melodię, że nawet nie wiedział kiedy dotarł na miejsce - duży, biały dom o krwisto czerwonym dachu i dużych, przejrzystych oknach. Zwinnie wdrapał się po schodach zdejmując jednocześnie słuchawki, starannie chowając je do kieszeni. Nacisnął na dzwonek z którego cały dom wypełniła spokojna melodia. Usłyszał trzask w zamku i już po chwili stanęła przed nim kobieta o jasnych włosach i wesołym usposobieniu. Ubrana w spódniczkę i na szyi z niedbale zawiązaną apaszką. Popatrzyła na chłopaka z pewnego rodzaju niepokojem i zdziwieniem

- W czym mogę służyć?-zapytała opierając się o framugę
- Dzień dobry, czy zastałem Sophie?-zapytał z nadzieją w głosie nerwowo poprawiając włosy
- Sophie nie ma, wyszła jakieś 20 minut temu
- Aha,a mógłbym wiedzieć gdzie?

Po kobiecie można było zauważyć, że przygląda mu się, jest nieufna. Długo ociągała się z odpowiedzią, jednak chłopak ją wyprzedził

- Jestem jej dobrym kolegą, chciałbym się z nią zobaczyć- miał tylko nadzieję, że przekonał kobietę
- A więc poszła na cmentarz, dziś jest rocznica śmierci jej babci- kobieta odpowiedziała wzrok wbijając w ciemno -brązowy próg drzwi
- A więc bardzo dziękuje i miłego dnia!

Zayn szybko zbiegł po schodach i ruszył w kierunku cmentarza. Był zdezorientowany, nie mówiła nic o babci, zresztą nic praktycznie o niej nie wiedział, wiedział tylko to co powinien jej zdaniem jak na razie.

                                                                 ~*~

Ból - z nim nie rozstawałam się ani na krok, niekiedy był tak duży że nie mogłam oddychać. Był tak jak sprytny mechanizm. Duszę się, instynktownie ratuję, po czym na chwilę zapominam o bólu, stale bojąc się nawrotu tego bezdechu.

W szeregu pomników wreszcie dostrzegła ten jedyny. Powolnym i niepewnym krokiem podeszła ku wyznaczonemu celu. Zawsze to samo uczucie, niepewność, nie zrozumienie, żal i nadzieja, że może to tylko zły sen, który zniknie jak się obudzimy. Popatrzyła wokoło, ta sama monotonia, ptaki na drzewach wesoło śpiewające, kilkaset pomników - osoby zabrane przez czas i wydane próbie zapomnienia. Niektóre miały po kilka lat, życie jest okrutne- pomyślała usiadając na ławeczce. Jadnak szybko wstała zabrała kwiat, pocałowała go i dała na wierzch pomnika, następnie zapaliła znicz i posadziła go obok kwiatu.

- Witaj babciu, hmm to już dwa lata odkąd mnie opuściłaś - uroniła jedną łzę - Powiedz mi dlaczego wszystko musi być tak skomplikowane i bezsensowne, na pewno niejeden teraz mnie skarci ale ja sądzę, że życie nie jest niezwykłe, jest po prostu próbą, którą musi przejść każdy z nas, a śmierć? - uśmiechnęła się - ... jest tylko zniszczeniem szyby, przez którą patrzymy na świat. Czemu mnie opuściłaś, pamiętasz, jak byłam mała mówiłaś mi że zawsze będziesz przy mnie, pamiętasz, a teraz co? - zaczęła płakać coraz bardziej kurczowo trzymając w dłoni, małe urządzenie - jej słabość i rozpacz. 

Nachalnym ruchem zrobiła pierwszą kreskę. Krew sączyła się po ziemi, wsiąkając w nią.

- Widzisz, taka jestem, taka jestem silna i niezawodna - podniosła rękę zalaną krwią ku górze. 

Poczuła szelest za sobą, szybko naciągnęła rękaw  chowając do kieszonki brzytwę i mocno w drugiej trzymając aniołka porcelanowego. Wpatrzyła się w roześmiane zdjęcie babci na pomniku. Z rozmyślań wyrwał ją męski głos

- Sophie?

Na wyraz swojego imienia odwróciła głowę, zauważyła chłopaka w letniej koszuli i ciemnych spodniach. Podszedł do niej, mocno ja przytulił. Nie protestowała wtuliła się bardzo mocno w jego ramiona, czując tym samym ten sam nieziemski zapach co zawsze, wreszcie poczuła się bezpiecznie. Chłopak popatrzył po chwili na nią swoimi czekoladowymi oczami, ścierając łzę z twarzy.

- Już dobrze, nie płacz
- A jak ty mnie tu...-nie dokończyła
- Cii, a czy to ważne? jestem tutaj Sophie, będę zawsze- uśmiechnął się. Siedzieli tak przez chwilę, gdy on pierwszy się odezwał: - to jest twoja babcia?- wzrok miał wbity w pomnik
- Tak, moja kochana babcia, jedyna osoba, która mnie rozumiała i którą ja obchodziłam swoją osobą

W chłopaku aż się zagotowało, miał ochotę krzyknąć, mnie też obchodzisz, przecież jesteśmy przyjaciółmi, ale się powstrzymał, nie chciał wyjść na idiotę. Otworzyła się przed nim, na co on nie liczył, odpowiedziała mu o całej swojej młodości, o babci, rodzicach. Jednak nie dowiedział się co ją tak prześladowało, ale po chwili zrozumiał, że nie może naciskać, że po prostu musi dać jej czas. 
W końcu pierwszy raz mógł mieć ją tak blisko siebie, dała się mu przytulić, pogładzić jej długie, brązowe włosy, dla niego było to coś niesamowitego, zapominał o wszystkich problemach. Czuł nieopisaną ulgę, miał poczucie bezpieczeństwa, nie musiał ważyć ani mierzyć słów, lecz próbował wylewać je wszystkie, bo wiedział, że ona je przyjmie i zachowa.

- Zayn?
- Tak Sophie?
- Dziękuje ci za to, że przyszedłeś i zmarnowałeś całe popołudnie tylko dlatego by posiedzieć w tym ważnym dniu dla mnie, od dwóch lat tak się nie czułam, bardzo dziękuję - odpowiedziała oplatając rękoma nogi.
- Sophie, na mnie zawsze możesz liczyć, jestem twoim przyjacielem

Wzdrygnęła na to ostatnie słowo '' przyjaciel'' nie słyszała i nie rozumiała tego od kilku lat. Uśmiechnęła się, w myślach powtarzając '' tak, przyjacielem'' . 

---------------------------------------------

Dziękuję za tak dużą liczbę wyświetleń! To jest niesamowite widząc coś takiego ;'( Tak wiele osób odwiedza tego bloga i komentuje dziękuję wam to jest naprawdę miłe <3 następny rozdział w przyszłym tygodniu ;) Dziękuję <3


                                            CZYTASZ = KOMENTUJESZ

niedziela, 6 stycznia 2013

Rozdział 4

Nagle zadzwonił budzik, spokojna muzyka wypełniła cały pokój. Sophie niechętnie ''po omacku'' wyszukała urządzenia,który niemiłosiernie przerywał jej wypoczynek. Zza framugi drzwi wyjrzała jasna głowa kobiety:

- Sophie, wstawaj już, bo się spóźnisz do szkoły !-zawołała radośnie krzątając się pomieszkaniu w celu przygotowania śniadania dziewczynie.


Do Sophie powoli dochodziła myśl, że dziś znów musi się zmierzyć ze szarą rzeczywistością. Byleby dotrzeć  do końca dnia, potem jakoś pójdzie. Niechętnie wstała z łóżka, zrobiła poranną toaletę, zarzuciła na siebie jasne jeansy i lekką bluzkę. Zawiesiła torbę na jedno ramię, kierowała się w stronę wyjścia, gdy głos z pokoju ją zatrzymał.


- Sophie, nic nie zjesz? Przygotowałam Ci płatki z mlekiem, nie zajmie ci to długo chodź.


Brunetka skierowała się w stronę kuchni, usiadła na sofie, a do rąk zabrała miseczkę wypełnioną płatkami kukurydzianymi. Przedłużała chwilę jedzenia, by jak najdłużej zostać tutaj w domu, bezpieczna z dala od szkoły, o której wszyscy mówili, że jest najlepszą na całym terenie Londynu, bo przecież tam się nic nie działo, wszyscy byli życzliwi i wyrozumiali. Osoby, które to mówiły nawet nie wiedziały jak bardzo się myliły. Sophie nikomu nie powiedziała o własnych problemach, jej ciało było jednym, wielkim niemym krzykiem, którego nikt nie słyszał. Jednak czuła gdzieś w głębi siebie, że ów nieznajomy chłopak, który był u niej wczoraj, którego znała od zaledwie kilku dni rozumie ją i w pewien sposób ratuje od niechęci życia a przede wszystkim od samej siebie.
Spojrzała na kalendarz zawieszony na jasno-niebieskiej ścianie. 14 kwietnia. Myśli przeszyły całe jej ciało dając tym samym dreszcze na całym ciele. Bo to właśnie jutro mija druga rocznica całkowitej pustki, to już dwa lata jest sama bez nikogo, bez jedynej osoby, która ją rozumiała i wspierała-swojej babci, którą kochała najbardziej na świecie, bo to właśnie ona była obecna gdy dorastała, przeżywała swoje pierwsze zawody miłosne, pierwsze problemy, które dla niej wydawały się być ważne ponad wszystko. Głos jej babci i zawsze troskliwe rady były wszystkim. Podkuliła nogi, wzrok wbijając w brązowy dywan. Po policzku spłynęła jedna, samotna łza, którą momentalnie otarła, nie chciała by ktokolwiek ją zauważył. Z rozmyślań wyciągła ją niania, która zawołała:


- Sophie, idź już bo się spóźnisz


Ona właśnie tego chciała- ucieczki, bo wkońcu jej życie było ciągłą ucieczką !

                                                                         ~*~


Zayn niechętnie wygramolił się z kanapy. Zaścielił swojej łóżko, po czym udał się do łazienki. Dłuższy czas ze spuszczoną głową stał oparty o umywalkę, z której daremnie czerpała się woda. Jego myśli były pochłonięte wczorajszym dniem. W całości myślał o tajemniczej dziewczynie, która skrywała jakąś tajemnicę, której nie ujawniła mu, po prostu nie ufała mu na tyle by opowiedzieć o sobie. Jednak on poprzysiągł sobie, że nie zostawi jej tak, choćby świat się miał zawalać on pomoże jej wydostać się z tego.
Ocknął się, przemył twarz wodą, ułożył włosy. Wrócił do pokoju, założył na siebie spodnie i bluzę z kapturem, po czym niechętnie zszedł do kuchni, gdzie czekało na niego śniadanie.


- O witaj śpiąca królewno!- żartobliwie dzień rozpoczął Lou


Zayn roześmiał się tylko, zasiadając obok Harrego i Liama. Zabrał do rąk telefon i począł się nim bawić - jednak to był tylko pretekst tak naprawdę sprawdzał połączenie, czy czasem Ona nie próbowała do niego dzwonić, usprawiedliwić się, wyjaśnić wszystko.


- Znów do niej dzwoniłeś! Zayn proszę cię..- brunet nie dokończył, przerwał mu głos Zayna
- Dajcie mi wszyscy wreszcie święty spokój, ona przynajmniej mnie rozumiała, wspierała a wy co?
- Proszę cię nie rozśmieszaj nas, jesteś dla nas jak brat, wiesz dobrze, że dla ciebie skoczylibyśmy nawet do ognia.. a Ona, przepraszam za to co powiem, ale ewidentnie miała cię głęboko w dupie, ty tego nie widziałeś, ale chciała się po prostu wybić, wybić na twojej sławie, byleby zaistnieć i być na czołówkach gazet
- Nie chcę tego dalej słuchać !- Brunet rozzłościł się. Zmienił szybko temat, powstrzymując złość palącą jego policzki i jego samego- Kupić coś  w sklepie
- Tak, sok i chleb jak idziesz- zawołał blondyn, nieświadomy tego co właśnie się wydarzyło w kuchni.


Zayn szybko zbiegł po schodach, założył kaptur na głowę. Wzrok wbijając przed siebie. Na podwórku było ponuro, typowa londyńska pogoda, jednak jemu to nie przeszkadzało, nie zważał na nic ani na nikogo.
Nie wiedział dlaczego, ale pragnął teraz czyjejś bliskości, chciał się wyżalić i porozmawiać. Jego myśli przeszyła osoba Sophie. -ahh to głupie- pomyślał odganiając całą stertę rozmyślań.


- A może oni maja rację, może czas zapomnieć, może rzeczywiście ona mnie tylko wykorzystywała, ale nie-pokręcił głową mając nadzieje, ze to co wypowiedział ulotni się - na pewno nie, przecież mówiła kocham cię, na zawsze razem. Kurczowo ścisnął medalik w kształcie serduszka, które zawsze trzymał przy sobie, nie rozstawał się z tym ani na krok. Zayn musisz się wziąść w garść- powiedział sam do siebie otrzepując ręce i pewnym krokiem udając się w stronę sklepu. 

      
                                                                        ~*~

 - Szła wąskim korytarzykiem mijając po kolei bryły ludzkich ciał. Nie chciała być po raz kolejny zauważona. 


Jak zawsze zajęła ostatnią ławkę, wpatrując się w życie poza murami budynku. Otworzyła zeszyt i ślamazarnymi ruchami pisała temat i notatki dyktowane przez tęgiego mężczyznę, Przygarbiła się do granic możliwości mając nadzieję, że i tym razem się jej uda. Nikt nie zauważy jej a ona jak zawsze spokojnymi rucham oddali się. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nauczyciel geografii Evans, nie powiedział, palcem wskazując w jej kierunku.:


- Panno Collen, proszę iść wymoczyć gąbkę.


Sophie odetchnęła z ulgą, - to tylko gąbka, pójdziesz do łazienki wymoczysz ją, wrócisz, a potem już przeżyjesz-pomyślała.
Posłusznie podeszła do tablicy, ręką sięgła po przedmiot i wyszła z klasy trzaskając lekko za sobą drzwiami. Skierowała się do łazienki. Już po chwili stała przed ogromnym lustrem,całe swoje ręce i gąbkę mocząc w wodzie, która obficie kapała z kranu. Rozejrzała się po pomieszczeniu, jakby bała się że ktoś ją zobaczy. Wszystko było tak jak zawsze. Sterty ubikacji, z których co druga była poszarpana a na drzwiach widniały przeróżne napisy, często były to jakieś wyznania miłości, serduszko, czasem niemiłe słowa.
Po skończonej czynności wskazanej przez nauczyciele, odłożyła gabkę. Spojrzała w lustro odgarniając kosmki włosów opadające na jej twarz. Naciągła rękaw od koszulki, by nikt nie zauważył jej słabości i wyzwolenia. Zabrała przedmiot z okna, po czym udała się w stronę klasy


- Jeszcze kilka kroków i koniec- powiedziała z satysfakcją i dumą w głosie.


Jednak ktoś pociągnął ją za rękę i przysunął mocno do ściany. Jej całe ciało przeszył ogromny ból, a z dłoni wypadła gąbka, poczuła jak odbija się o kafelki podłogi.


- I co kochana Sophie, chcesz się zabawić, wiem, że było ci dobrze- obrzydliwy głos z kpiącym uśmiechem wyszeptał jej do ucha.


Nie musiała widzieć twarzy, wiedziała kto to był. I znów to samo uczucie, strach, gdy tylko to słyszała.
Chłopak przysunął się jeszcze bliżej. Jedną rękę położył na biodro dziewczyny, drugą kurczowo przytrzymał twarz kierując ją na siebie. W jej oczach można było zauważyć obrzydzenie, obrzydzenie, które potęgowało z każda minutą.


- Proszę cię zostaw mnie, bo zacznę krzyczeć - zdjęła wzrok z jego twarzy. Nie chciała widzieć, tych szarych tęczówek, patrzących na nią zawsze tak samo, zmarszczonego czoła i jasnych włosów opadających na twarz.
- Haha, nic mi nie możesz zrobić, pamiętaj o tym- wycedził przez zęby rozluźniając tym samym uścisk. Zdążyła się wyswobodzić, nie patrząc wstecz wparowała do klasy. Jednak nauczyciel z pretensjami zapytał
- Gdzie się panna tak długo podziewała, następnym razem poślę inną osobę.
Sophie nie protestowała, oddała w dłonie Pana Evansa gąbkę, po czym usiadła w ławce. Głowę skryła do rękawa roniąc łzę. 


Nareszcie dzwonek !. Wyszła jako pierwsza z klasy. Ze łzami w oczach wybiegła ze szkoły. Nie poszła na dwie ostatnie lekcje, nie była w stanie. Biegła w nieznanym jej kierunku.Nie widziała nic, cale jej oczy były spowite mgłą z powodu płaczu. Poczuła jak obija się o kogoś:


- Przepraszam bardzo!- zdążyła powiedzieć, próbowała uciekać, jednak ten ktoś złapał ja za nadgarstek. Bała się niesamowicie.
-Sophie co ci się stało?-zapytał znajomy głos
- Nic !- Dziewczyna przetarła oczy, rozpoznając chłopaka, nie zważając na niego uklękła, obok grubego drzewa, podciągając nogi pod brodę. 


Zaczęła straszliwie płakać, nie przejmowała się co ów chłopak o niej pomyśli. W tej chwili dla niej nie było to istotne. Jednak ku jej zdziwieniu brunet podszedł do niej i mocno ją przytulił. Zdążyła tylko poczuć nieziemska woń jego perfum i bicie serca.Nawet nie wie jak i dlaczego wtuliła się w jego bluzę, potrzebowała tego, potrzebowała w tej chwili wyrozumiałości, osoby, która nie będzie pytać po co i dlaczego, tylko osoby, która ją przytuli i pomilczy razem z nią.

- Sophie, wejdę tylko po zakupy do tego sklepu- palcem wskazał na malutki sklepik po drugiej stronie ulicy - i  zaraz wracam, a więc błagam cię nie oddalaj się-  jego głos brzmiał  niezwykle troskliwie i z przejęciem. 


Ona potaknęła tylko głową, nie miała już siły uciekać. Patrzyła już ze spokojem na oddalającą i znikającą za drzwiami sklepiku postać chłopaka. Już za chwilę spostrzegła znajomą sylwetkę z siatkami w ręku. Szybko do niej podbiegł pomagając tym samym wstać z ziemi


- Dziękuję, że poczekałaś, chodź odprowadzę cię do domu- odpowiedział cały czas pilnie się jej przyglądając


Szli razem w milczeniu mijając te same obiekty, ludzi, drzewa, zwierzęta, całą przyrodę. W mgnieniu oka znaleźli się pod jej drzwiami. Zaprosiła go do środka. Usiedli razem na kanapie, po długiej chwili milczenia Zayn postanowił ją przerwać:


- Sophie dlaczego ty, dlaczego płakałaś?-zapytał jednym tchem
- A w szkole mi źle poszło-myślała, że skłamała bardzo wiarygodnie, jednak myliła się, brunet wyczuł w jej głosie niepewność.
- Nie kłam proszę, powiedz co się dzieje?
- Zayn błagam cię, jeszcze nie teraz nie jestem gotowa - odpowiedziała głowę zanurzając w rękawie. Jeden szloch wypełnił całe pomieszczenie. 


Chłopak przybliżył się do niej, jednak po chwili wycofał się, wiedział, że ona się czegoś boi widział to ilekroć przyglądał się jej.

- Dlaczego jesteś taka nieufna, pamiętaj mi zawsze możesz zaufać, ja cię nie skrzywdzę, pragnę jednego, żebyś mi zaufała. 


Sophie nic nie odpowiedziała, wzrok wbijając w chłopaka. Nagle spostrzegła, że czymś się bawi. Przetarła oczy


- Co tam masz?- zapytała wskazując na medalik w ręku
- wisiorek, dostałem to od bardzo bliskiej mi osoby
- Od dziewczyny.-rzekła z melancholią w głosie
- Tak, od dziewczyny
- To dlaczego mówisz to ze smutkiem, widać, że bardzo ją kochasz
- Opowiem ci kiedyś, ale jeszcze nie teraz- uśmiechnął się, jednak momentalnie odwrócił głowę w druga stronę.Nie chciał by wyczytała  z jego wyrazu twarzy co czuł. Energicznie schował w głąb kieszeni medalik.
- Czemu jesteś taki zdenerwowany i smutny?-zapytała po chwili nie odrywając wzroku z rogu fotela
- eee, nie zdaje ci się- skłamał.


Jednak Sophie przeniosła wzrok na niego, marszcząc tym samym czoło.


- Długo tutaj mieszkasz?-zapytał zmieniając temat
- Właściwie to od zawsze, a ty?


Zayn przekręcił brwiami, opowiadając jej całą historię swojej rodziny i One Direction. Sophie chłonęła jego każde słowo, kurczowo trzymając się przepasanych rękoma kolan.
Rozmawiali bardzo długo, poznając tym samym siebie na wylot. Nawet nie wiedzieli jak i kiedy, ale coraz usilniej stawali się przyjaciółmi, przyjaciółmi, którzy nie potrzebowali słów by się rozumieć.


- Zayn
- Tak Sophie
- Mam prośbę, posiedzisz przy mnie jeszcze trochę, boję się, nie zostawiaj mnie tutaj samej- powiedziała zaspanym głosem Sophie
- Dobrze zostanę tak długo jak będzie trzeba, nie opuszczę cię, nigdy ! - a teraz śpij już !


Zayn pogładził dziewczynę po czole, przez dłuższy czas wpatrywał się w jej spokojną twarz. Nie mógł jednak zrozumieć jednego, dlaczego dziś płakała, dlaczego jest taka zdruzgotana, dlaczego kryje w sobie jakąś tajemnicę. Te pytania pozostawały bez odpowiedzi. Nagle zauważył jej rękę, która bezwładnie wisiała z kanapy. Delikatnie ją podniósł i pogładził. Miała bardzo delikatną skórę. Jednak jego wzrok przykuł podwinięty rękaw bluzki. Podsunął go bliżej, zauważył to czego nie powinien, coś co ona stale ukrywała. Jej słabość-jej jak dotąd jednego przyjaciel- żyletkę i blizny po niej, które pozostaną do końca życia.
Delikatnie pogładził rany, czuł nierówne miejsca pod opuszkiem palca. Podniósł rękę do góry i delikatnie ją ucałował . Nie wiedział dlaczego to robi, z tą chwilę zaczął się bać o nią coraz bardziej. Nie chciał  by ktokolwiek ją skrzywdził. Czuł się za nią odpowiedzialny, a co najważniejsze rodziło się gdzieś w jego środku chęć pomocy, ale też strach, że mógłby ją stracić, czego bardzo nie chciał.



                                                                           Ciąg dalszy nastąpi..

-------------------------------------------------
 
Kolejny rozdział. Mam przeczucie, że totalnie schrzaniłam koniec tego...
Proszę Was o wyrażenie swojej opinii, jest to dla mnie bardzo ważne. Następny rozdział wstawię dopiero wtedy jak będzie co najmniej 10 komentarzy, bo muszę mieć pewność że Wam się podoba :)Ale dziękuję też za komentarze pod ostatnimi notkami, to bardzo miłe, motywujecie mnie za co Wam naprawdę dziękuje :*  ;D
Pozdrawiam i do następnego :D <3 ;**

wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział 3

- Jak jest z tobą Niall, słyszałem że w sprawach osobistych, bardzo dobrze ci się układa?- prezenter programu the show spojrzał na siedzącego blondyna. Chłopak słysząc pytanie uśmiechnął się tylko tajemniczo.
- Na razie wolę nie zapeszać, ale wszystko idzie w dobrym kierunku- uśmiechnął się pokazując tym samym całe swojej uzębienie opasane błyszczącym aparatem.
- Jednak tego samego nie możemy powiedzieć o tobie - mężczyzna spojrzał spod swoich okularów, na chłopaka wbitego głęboko w kanapę przysłuchującego się rozmowie.- Widzieliśmy niedawno twoją wybrankę i muszę z przykrością przyznać, że nie należy do panienek, które lubią nudę- ciągnął dalej, nie widząc tego jak jego słowa ranią chłopaka. - No więc jak to jest z tobą, czy jesteś jedyny w życiu swojej dziewczyny, jesteście jeszcze razem.

Zayn poczuł straszny ból od środka, chciał wybuchnąć i rzucić się z pięściami na prezentera, jednak po chwili emocje w nim zgasły, odpowiedział niezwykle opanowanym głosem:

- A czy twoja żona wie co robisz po pracy?- odezwał się z drwiącym uśmiechem mając nadzieję, że go skutecznie zgasił.

Miał rację. Prowadzący zaczerwienił się, spojrzał nieprzyjaznym wzrokiem i przeszedł do następnego pytania.Chłopak nie mógł wytrzymać, czas dłużył mu się niemiłosiernie, co chwila spoglądał na zegarek, 5 minut, 10 minut, 30 minut. Wreszcie nadeszła upragniona godzina: 15:00

- To wszystko na dziś, wystąpili dla Was zespół One Direction, a teraz chłopaki mamy nadzieję, że nam coś zaśpiewacie- mężczyzna wstał z fotelu, odłożył kartkę z pytaniami i czekał na odpowiedź chłopaków.
- Oczywiście, że zaśpiewamy, dla naszych fanów wszystko- odpowiedział Louise zeskakując z kanapy i ustawiając się obok mężczyzny w zielonej marynarce.

Po chwili cała piątka chłopaków znalazła się na parkiecie, dało się słyszeć wydobywające się z głośników melodię do piosenki What makes you beatifull.

- Byliście świetni, chcecie powiedzieć coś na koniec do swoich fanów, macie ostatnie minuty?- zastrzegł prowadzący
- Tak, jesteście niesamowici, wspierajcie nas tak dalej, bo to dzięki Wam doszliśmy tak daleko!- dało się słyszeć krzyk Liama.
- I chcę jeszcze raz powiedzieć kocham marchewki, ale lamborghini, ubóstwiam-zastrzegł śmiesznym głosem Louise puszczając tym samym oczko.

Chłopaki pomachali do widowni i kamer, po czym z uśmiechem zeszli ze sceny za kulisy, z dala dało się jeszcze dosłyszeć głosy prezentera.

- To dziś na wszystko, zapraszamy za tydzień, a wtedy wywiad z jedyna i niepowtarzalną Katy Perry.
- Cięcie, mamy to, byliście wszyscy świetni!- donośnym głosem zawołał scenarzysta.
- Wreszcie skończyliśmy, nie wiem jak wy, ale ja jestem bardzo głodny, chodźmy na pizze.- zaproponował blondyn krzątając się wkoło przyjaciół szukając części swojej garderoby.
- O to jest świetny pomysł, chodźmy!-zawołał uśmiechnięty Harry
- Oki, to widzimy się za 5 minut przed budynkiem

Wszyscy rozeszli się w swoje strony, aby się przygotować do opuszczenia programu. Zayn dłuższy czas wpatrywał się w ogromny, świecący się napis '' the show'', po czym niechętnie wszedł do garderoby, zarzucił na siebie granatową kurtkę. Spojrzał w lustro, poprawił włosy opadające na jego znudzoną twarz. nie miał ochoty na nic, a słowa wypowiedziane dziś przed kamerą wstrząsnęły nim, jak mógł tak powiedzieć, to jest moje życie, nie powinien się w nie mieszać,a co jeśli wszystko się wyda, czemu wszystko musi być tak skomplikowane?- cały czas zadawał sobie w myślach jedno i to samo pytanie. Przez jedne 10 minut programu zapomniał o wszystkim, ale niestety nieskutecznie. Teraz wiedział, że rany nigdy się nie zabliźnią zawsze będą rozdrapywane.
Przysiadł na ławce przed dużym, białym budynkiem, gdzie nagrywali nieszczęsny program. Twarz miał schowaną w dłoniach, usilnie dał się ponieść przemyśleniom, z których wyrwała go Danielle czekająca na Liama.

- O Zayn, jak tam na planie, wszystko dobrze?- dziewczyna zapytała chłopaka przysiadając się obok niego.
- Jak zawsze! - zbył ją jedną krotką odpowiedzią, tym samym odwracając głowę w drugą stronę, jakby chciał w ten sposób dać do myślenia, że nie ma ochoty na żadne pogawędki.

Dziewczyna jednak zrozumiała aluzję głośno westchnęła wstając i mocno przytulając się w biel bluzy swojego ukochanego, który wreszcie się zjawił. Zayn nigdy nie lubił patrzeć na Eleonore i Louise czy Danielle i Liama, w pewnym znaczeniu zazdrościł im, że moga ze sobą rozmawiać, że przede wszystkim mają siebie.
Przyjechali do niedużej pizzerii.

- Chodźcie, zajmiemy jakiś stolik- zawołała z uśmiechem na twarzy Eleonore
- Zayn, czemu nie idziesz?- zapytał loczek
-wiecie, nie obraźcie się, ale źle się czuję, pójdę się przejść- zakomunikował przystając koło pobliskiego drzewa, które rosło obok pizzerii.
- Napewno, a nic ci nie jest?- dopytywał się z troską w głosie blondyn, jakby całkowicie zapominając o głodzie
- Nie, nic mi nie jest, nie przejmujcie się.
Odwrócił się, machnął przyjaciołom na pożegnanie, po czym ślamazarnym krokiem zaczął się oddalać od miejsca gdzie przyjechali, wzrok cały czas miał wbity w jeden punkt, a jego uszach, wciąż ten sam, bolesny głos : " znasz przecież zasady tej gry. Kto pierwszy powie 'kocham' przegrywa"

                                                               ~*~

- Sophie, musisz coś zjesz, bo niedługo będziesz chudsza niż swój własny cień- mówiła kobieta pochylona nad brunetką patrząc jej w talerz, wciąż powtarzając jedno i to samo.

Dziewczyna głośno westchnęła, biorąc duży kęs pierogów z truskawkami. Zauważyła w oczach kobiety niezwykłą radość.

- Widzisz, to nie takie trudne.

Brunetka uśmiechnęła się, ale zaraz potem wzrok wbiła w biel talerza, na którym widniały czerwone ślady od wylanych truskawek. Po skończonym posiłku posłusznie zaniosła talerz do umycia. Polała je ciemno zielonym płynem, zabrała do rąk gąbkę i już po chwili z talerza, który był cały brudny nie było ani śladu. Jej matka nigdy nie pozwalała jej tego robić tłumacząc tym, że od tego ma się ludzi, ale jej było żal Sary, która ciężko pracowała, Sophie chciała ją trochę odciążyć. Lubiła patrzeć, gdy na jej skupionej, ale jakże pełnej dobroci twarzy pojawia się lekki uśmiech, to właśnie tego uczyła ją babcia, pomocy. Jednak z jednym nie mogła się z nikim z godzić, z tym, że czas potrafi strawić wszystkie urazy, w to nigdy nie uwierzyła. Wytarła ręce w ciemna ściereczkę leżącą obok pieca, pomieszczenie wypełnił miły głos kobiety

- Sophie, kochanie- zwróciła uwagę, na to ostatnie słowo '' kochanie '' zrobiło jej się bardzo miło, nigdy tego nie słyszała, ostatni raz dwa lata temu, dokładnie tyle ile jej babcia nie żyje ona tylko tak do niej mówiła - mam wielką prośbę, mam kilka załatwień, problemy prywatne, mogłabym dziś wziąć wolne? - zapytała
- Tak, niech pani idzie, ja sobie poradzę, wkońcu mam już 18 lat- Sophie uściskała rękę Sary śląc tym samym radosny uśmiech, który był tylko pozorny.

Nienawidziła samotności, jednak z czasem zdążyła się do niej przyzwyczaić, to ona stała się jej niekończącym sąsiadem.
I już po chwili siedziała sama w kuchni bębniąc w stolik opuszkami palców.Ręką podpierała głowę. Kosmki włosów opadające na stolik tworzyły śmieszne kształty, jednak po chwili podniosła się zahaczając ręką o blat stołu. Jej całe ciało przeszył ból- po wczorajszych, świeżych bliznach, które teraz niestety znów dały po sobie znać. Ciemno czerwona ciecz przesączyła się po ciele dziewczyny. Ona szybko otarła je ręką, zabrała wilgotną szmatkę i przyłożyła do miejsca cięć. I już po chwili wszystko zakrzepło, aż do następnego razu.


                                                                   ~*~

Chwiejną ręką sięgnął do kieszeni kurtki po swojego Blackberry. Zgasił papieros podeszwą buta. Chwiejnym ruchem w spisie treści znalazł jej numer, bardzo długo się wahał. Bardzo potrzebował w tym momencie rozmowy z osobą, która znaczyła dla niebo bardzo wiele. Nazwa przy której postawił serduszko i minkę znaczyła tyle samo co 3 miesiące temu, gdy próbował dodzwonić się do niej wieczorami, nagrywając się na poczte głosową, tylko po to, by powiedzieć ''dobranoc kochanie''. wreszcie, odważył się, nacisnął zieloną słuchawkę. Telefon przyłożył do ucha. Głuche sygnały rozbrzmiewały w słuchawce. Nagle usłyszał ciche, ale jakże przyjazne dla niego ''słucham?'' Z każdym razem działało tak samo- jak miód, który potrafił osłodzić wszystko. Zdobył się na odwagę, nabrał głęboko powietrze do płuc:

- Co u ciebie słychać, dawno się nie widzieliśmy- odpowiedział niemalże jednym tchem
- Zayn, wiesz, że to nie ma sensu..
- Ale, może moglibyśmy porozmawiać, proszę cię, dużo dla mnie znaczysz...- nagle usłyszał w słuchawce głośną muzykę, czyjeś śmiechy, wytężył słuch, jego bębenki wyczuły coś, co spowodowało strach  w jego oczach- męski głos, który z nią ewidentnie rozmawiał.
- Przepraszam cię, ale nie mam czasu, a poza tym myślę, że wszystko sobie wytłumaczyliśmy,żegnaj.
- Perrie! Czekaj, nie!!- krzyknął do słuchawki, ale na próżno. Wyświetlacz poinformował go o zakończonym połączeniu a głośnik w słuchawce wypełnił się pustymi sygnałami.

Usiadł na krawężniku, spuścił głowę kurczowo trzymając w dłoni telefon. Poczuł jak łza spływa mu po policzku, energicznie wstał, szybko ją otarł, jakby chciał by nikt go nie zauważył. Ruszył przed siebie. szedł szybkim krokiem, rozmowa z nią odbijała się w myślach. Nawet  nie wie jak doszedł do domu poznanej dziewczyny. Stanął przed jej furtką. Nie wiedział co ze sobą zrobić. Na pewno nie mógł wrócić do domu, do przyjaciół, nie chciał kolejnej spowiedzi, bo niby co im powiedziałby, że po raz setny do niej dzwonił, by umówiła się z nim, porozmawiała, dała kolejną szansę? Roztrzęsioną dłonia przekręcił metalową korbkę. Znalazł się na posesji brunetki, wszedł po schodach, podniósł rękę ku górze, zawahał się. Jednak po chwili namysłu zrobił to, zapukał do niej. Usłyszał tupanie stópek po podłodze i za chwilę drzwi się otworzyły a w niewielkiej szparze dostrzegł brązowe oczy dziewczyny, które były takie jak on zapamiętał- pełne blasku.

- Zayn, co ty tutaj robisz?-zapytała szeroko rozwartymi ślepiami
- Sophie, mówiłem że coś wymyślę- uśmiechnął się - Mogę wejść

Dziewczyna wzdrygnęła, przestraszyła się, drzwi, które wcześniej otwarła teraz zmieniły swoją szerokość do minimalnej. Chłopak to zauważył, wiedział czego się boi

- Nie bój się, nie skrzywdzę cię
- A jaką mogę mieć pewność?- zapytała,  nie spuszczając z bruneta wzroku
- Mógłbym to zrobić dawno temu, przecież już nieraz się widywaliśmy i nic ci nie zrobiłem, zaufaj mi - odpowiedział z troską w głosie.

Jednak Sophie miała ochotę zaśmiać mu się prosto w twarz. Zaufanie? a co to właściwie takiego? Nie znała tego słowa, to było dla niej jak zakazany owoc. Za bardzo kiedyś ufała, przez co teraz cierpi.
-Zaufać? A Czy świat nadaje się do zaufania?

- Przepraszam cię bardzo nie chciałem cię przestraszyć już sobie idę.

Chłopak ubrał kapuzę na głowę. Zrobił kilka kroków schodząc ze schodów. Jednak Sophie zrobiła ten sam gest co wtedy w parku, znów jakiś wewnętrzny głos był silniejszy od niej. Zrobiła coś o co siebie nie podejrzewała Zaufała mu. Krzyknęła z całych sił

- Zaczekaj !- chłopak natychmiastowo się obrócił- Jeśli chcesz zostań- odpowiedziała wpuszczając tym samym Zayna do mieszkania.

Po chwili siedzieli w kuchni.

- Co cię tu sprowadza?-zapytała bawiąc się rąbkiem od rękawa koszulki
- Właściwie to chciałem zobaczyć co u ciebie, a poza tym nie chciałem być sam- czuł jak policzki palą mu się, a wielki rumieniec oblewa jego buzię.
- Ja zawsze jestem sama, przyzwyczaisz się- uśmiechnęła się poprawiając tym samym włosy-czemu jesteś taki smutny?

Brunet wzruszył ramionami chowając tym samym twarz w dłoniach, nerwowo przyklepując włosy. Jednak Sophie nie dała za wygraną

 - Chcesz pogadać?

Pokręcił głową mówiąc

- Wiesz czego pragnę? Zapomnieć.

Sophie zmieniła temat, nie rozdrapywała jego ran, wiedziała jak to boli. Opasała kolana dłońmi opierając na nich głowę. Wpatrując się w nogę od krzesła zapytała

- Może oglądniemy jakiś film?
- W sumie to dobry pomysł.

Podeszła, usiadła obok niego, dotknęła swoją zimną dłonią jego. Widać poczuł to, podniósł swoje czekoladowe oczy na dziewczynę zastanawiając się jaki ruch zrobi, ona jednak z pełnym entuzjazmem zakomunikowała

- Przygotuję popcorn, a ty idź włącz telewizor.

Zayn posłusznie wstał od stolika, podszedł do TV i nastawiał kanał z jakimś filmem. Po chwili do salonu weszła Sophie z wielką michą popcornu i dwoma szklankami napoju. Usiedli obok siebie całkowicie dając się ponieść klasyce wyświetlanej na ekranie telewizora.Sophie uniosła pojemniczek ze sokiem robiąc tym samym łyk, nie zbaczając wzrokiem z ekranu, Zayn ukradkiem przyglądał się jej, było w niej coś co nie dawało mu spokoju, chciał wiedzieć o niej jak najwięcej. Teraz mógł spostrzec całe, niebanalne rysy jej twarzy, pełne policzki, na których był lekki róż podkreślający kości policzkowe, duże, brązowe oczy, chłonące obraz telewizora, długie, subtelne palce kurczowo trzymające szklankę.
Mrok przeszył cały pokój, na ekranie leciały już same końcowe napisy filmu, który oglądali. Miska z popcornu stała pusta, a szklanki, które potem przynieśli były już wypite.Była 2:15.
Zayn spojrzał na Sophie, zasnęła na jego ramieniu. wyglądała tak słodko. Jednak zauważył, że coś jest inaczej. Spostrzegł, że gdy śpi wyraz jej twarzy jest całkiem inny niż na co-dzień, beztrosko, radosny, uśmiechnięty, jakby niczego się nie bała. Ułożył ją na sofie i okrył kocem. Dłuższą chwilę przyglądał się jej. Spostrzegł, że ręka wystaję spod okrycia. Delikatnie zabrał ją, wsuwając pod koc. Wyglądała tak bezbronnie. Nachylił się nad jej zmęczonym, śpiącym ciałem szepcząc do ucha:

- Nie wiem co Ci jest, ani dlaczego, ale obiecuję, że Cię nie zostawię, pomogę Ci, nauczę Cię ufać i wierzyć! Obiecuję Sophie!


                                                                              Ciąg dalszy nastąpi..

-------------------------------------

Mam nadzieję, że rozdział się spodoba i liczę komentarze. ;)

piątek, 28 grudnia 2012

Rozdział 2

Szła wąskim korytarzem. Po drodze mijała tłumy uczniów i nauczycieli. Nic się nie zmieniło.. Dziewczyny z młodszych klas ganiały za chłopakami, prawie cały czas siedząc w łazience przed lustrem, chłopcy rozwiązywali jakieś ważne spory. Nikt nie zwracał na nią uwagi. Wbiła wzrok w swoje trampki bezczelnie z torbą przepasaną na ramieniu dochodziła do klasy, w której maiła się uczyć. Weszła do jasnego pomieszczenia. Mijając całe starty ławek usiadła jak zawsze w ostatniej ławce przy oknie. Nawet na podwórku ta sama monotonia jak każdego dnia. Ludzie krzątający się po ulicy z zakupami lub ważnymi sprawami do załatwienia. Czubki drzew, które było widać z okien zieleniły się żywym kolorem, gdzie nie gdzie przelatywały ptaki, wydając tym samym miły odgłos dla ludzkich uszu. Dlaczego moje życie nie może być takie jak innych? Takie beztroskie i harmonijne - pomyślała.
Nagle poczuła czyjąś obecność nad swoją ławką. Ze strachem podniosła podbródek ku górze. Stał nad nią wysoki brunet, o nieprzyjaznym wyrazie twarzy..

- Oooo, Sophie, a co ty tutaj właściwie robisz? Jeszcze ci mało? A może chcesz się jeszcze z nami zabawić? - zapytał z ironią w głosie
- Daj mi wreszcie spokój. - zdążyła odpowiedzieć

Podeszła do nich wysoka blondynka o jasnej karnacji. Klasowa diva, nie interesowało ją nic poza ubiorem i pieniędzmi.

- I jest nasz mały shreczek - parsknęła w jej stronę

Sophie nie mogła tego znieść, kolejne upokorzenia, kolejne spotkania twarzą w twarz z przeszłością, która ilekroć wchodziła do klasy przesuwała się jej w myślach.., jak klatki z filmu w kinie. Niespodziewanie do klasy weszła Pani Diana. Tuzinkowa kobieta o jasnych, dłuższych włosach, ciemnych oczach energetycznie zamknęła za sobą drzwi klasowe.

- A wy co tam robicie? Szybko do swoich ławek, ale to w tej chwili! - krzyknęła do wszystkich, którzy nie byli na swoich miejscach
- Zobaczysz jeszcze! - wysyczał przez zęby brunet
- Sam, chodź tutaj! - krzyknęła za nim blondynka, klepiąc miejsce, by usiadł koło niej.

Sophie odetchnęła z ulgą. Lubiła swoją nauczycielkę, zawsze z tego jednego powodu, szczęście chciało, że zjawiła się w porę. Ale jak jeszcze długo to potrwa.., kiedyś nie zdąży i co wtedy będzie? Dziewczyna jak zawsze nie mogła się skupić na lekcji, oczami wodziła to na ściany, to za okno wpatrując się w życie poza murami szkoły. Nawet nie wiedziała kiedy cała lekcja się zakończyła. Z miejsca wstała jak oparzona . Dzwonek przypominający jej o upragnionej wolności wreszcie wydał swój dość nietypowy dźwięk. Wybiegła z klasy jako pierwsza, nie zwracając uwagi na wszystko i wszystkich. Przecież właśnie tego pragnęła - wolności !!

                                                                     ~*~

- Zayn, chcesz coś do jedzenia? - zapytał chłopak o blond czuprynie. Wodząc oczami w stronę bruneta schodzącego po schodach do kuchni.
- Właściwie to zjadłbym coś.. - odpowiedział jak zawsze z tym samym wyrazem twarzy
- Oki, a więc co chcesz?
- Cokolwiek

Usiadł na krześle, opierając się rękoma o blat stoliku. Cały czas przyglądał się swojemu przyjacielowi. Rozgniótł kilka jajek i ułożył na rozgrzanym oleju. Po 10 minutach śniadanie było już gotowe. Przed ciemnym brunetem na stole stał już talerz ze smażonym jajkiem i chlebem ustawionym z boku posiłku, a także szklanką mleka. Zayn nic nie mówił, wbił wzrok w białe kafelki kuchenne i ślamazarnym ruchem zaczął jeść śniadanie.

- Zayn przestań wreszcie! Musisz się wziąć w garść - zaczą blondyn siadając przed nim i śledząc każdy jego ruch

Czekoladowe oczy spojrzały na przyjaciela. Zrobił łyk mleka, wstał i zaniósł brudne naczynia do mycia

- Wychodzę, dziś nie mamy próby więc nie wiem kiedy wrócę - odpowiedział wychodząc z pomieszczenia, w którym się znajdował.
- Oki, dziś przychodzi Danielle i Elenore, więc dobrze by było, żebyś przyszedł, Liam'owi i Louis'owi bardzo na tym zależy.

Chłopak zmierzył tylko ostatni raz Nialla kiwając twierdząco głową. Usiadł na zimnych płytkach niechętnie zabierając obuwie leżące obok szafki. Po zawiązaniu butów wstał i zatrzasną za sobą drzwi, nie wiedział gdzie pójdzie - byleby jak najdalej, byleby zapomnieć - powtarzał w myślach.

                                                                  ~*~

Sophie szybkim tempem znalazła się w swoim domu. Weszła do swojego pokoju, rzuciła głęboko w kąt torbę, po czym usłyszała z daleka głos swojej niani:

- Witaj Sophie, jak było w szkole? - rzuciła radosnym tonem
- jak zawsze - dopowiedziała dziewczyna z obojętną miną.

Poszła do łazienki usiadł na skraju wanny, długo nad czymś myślała aż podniosła buzię, otarła łzę spływającą po jej zarumienionych policzkach i zaczęła wpatrywać się w lustro

- Mama zawsze powtarzała, że jestem podobna do ciebie, ale to nie jest prawda.. Ty zawsze byłaś silna.., ja taka nie jestem... - chlipnęła pod nosem.

Sięgnęła ręką do małej kieszonki od spodni. Po chwili w jej widniało małe urządzenie, dzięki któremu mogła poczuć wybawienie. Uklęknęła nad wanną, ostatni raz otarła łzę. Patrzyła spokojnym wzrokiem jak czerwone krople   spływają po białej wannie zostawiając jasno czerwone smugi. Tylko wtedy czuła, że wszystko mija, był to jedyny sposób na pozbycie się złych emocji, tym lekiem był ból, którego traktowała jako swojego przyjaciela.

-Sophie, co tam tak długo robisz? Ja wychodzę po zakupy, niedługo wrócę- zawołała niania.
Dziewczyna szybko wstała z pozycji klęczącej, rzuciła krótkie ''dobrze'', po czym, spłukała cały swój ból i cierpienie wodą, by nikt nie dostrzegł najmniejszego śladu.

 Zanim opuściła łazienkę jeszcze raz wróciła wzrokiem, czy aby wszystko jest na swoim miejscu.
Wyszła przed klatkę schodową, ubrała kurtkę i buty, szczelnie zatrzasnęła za sobą drzwi. Glęboko odetchnęła i ruszyła przed siebie.Szybkim ruchem zbiegła schodami. Idąc zatłoczonymi ulicami przed oczyma miała cały dzisiejszy dzień, osoby, słowa, które tak ja raniły. Wreszcie była na miejscu, w miejscu w którym czuła się najlepiej. Rzadko kto zapuszczał się aż tak głęboko ciemnego parku, ona go uwielbiała, może i nawet wlaśnie dlatego. Usiadła jak zawsze na ciemno zielonej, zerdzewiałej ławeczce. Podkuliła nogi oplatając je swoimi rękoma. Ostatni raz pogładziła świeże rany, które zdążyły już zakrzepnąć. Nagle poczuła czyjeś tupanie po żwirowej ścieżce. Niechętnie i z lękiem w oczach spojrzała na ''nieproszonego gościa''. Spostrzegła, że był to ten sam chłopak, którego widziała wczoraj. Nie chciała by ją poznał, zakryła twarz ręką. Lecz on nie postrzeżenie usiadł koło niej, poczuła tylko jak ławka ugina się pod ciężarem dwóch osób. Powoli podniosła głowę do góry.
Brunet kątem oka ją rozpoznał.

- O cześć, jednak nie zachorowałaś- uśmiechnął się lekko
- No jak widzisz to nie- odpowiedziała wodząc oczami po zielonych drzewach.

Długo się sobie przypatrywali,chłopak dostrzegł, że dziś wyglądała całkiem inaczej niż ostatnim razem. Miała ubrane jasne rurki i cienką bluzkę, na którą zarzuciła letnią kurtkę. Włosy miała rozpuszczone, swobodnie opadające na  jej ramiona lekko zasłaniąc przy tym jej twarz. Na buzi malowały się lekkie rumieńce. Teraz mógł dostrzec jednak że coś się nie zmieniło, a mianowicie jej wyraz twarzy. Była bardzo zatroskana i mógł wyczytać z niej że ma jakieś problemy.

- No więc powiesz mi teraz jak masz na imię?-zapytał po dłuższej chwili wpatrywania się i analizowani ich poprzedniego spotkania.

Ona tylko głośno westchnęła, po czym odpowiedziała:

- Nie obraź się, ale wolę przebywać raczej sama.
- Przepraszam cię, już sobie idę.

Dziewczyna spostrzegła jak chłopak powolnymi ruchami wstaje z ławki i oddala się. Nie wiedziała co nią wtedy kierowało:

- Zaczekaj, nie musisz iść jak nie chcesz, a tak wgl jestem Sophie- niespodziewanie rzekła wyciągając ku chłopakowi rękę. Wtedy pierwszy raz zauważył na jej twarzy uśmiech
- Miło mi cię poznać, ja jestem Zayn- odpowiedział tym samym gestem- Jak było w szkole, ostatnimi czasy wiem, że nie bardzo lubisz tam chodzić
- Mylisz się, ty nic nie wiesz
- To może mi opowiesz coś o sobie?

Dziewczyna zamyśliła się, nie chciała tego, kolejnego rozdrapywania ran, z drugiej strony bardzo chciała komuś powiedzieć o wszystkim.

- Dlaczego ty wczoraj chodziłeś po deszczu? Byłeś bardzo smutny?- odpowiedziała pytaniem na pytanie

Brunet widać, że zdębiał nie odpowiedział nic, głośno westchnął.

- Przyjaciele nie rozumieją co ja przechodzę
- A co się dzieje?- zapytała ale od razu żałowała pytania

Zayn zmienił temat, ona to wyczuła, nie dopytywała się, gdzieś w głębi serca rozumiała go co czuje. Uszanowała jego decyzję, zresztą ona również nie miała ochoty na mówienie o sobie.

- Dlaczego się tak ukrywasz?Czemu nie chcesz by ktoś cie zauważył- zapytał po dłuższej chwili
- Ukrywam się przed światem, światem który potrafi tylko ranić, nie znam innego - odpowiedziała spontanicznie przerzucając wzrok z chłopaka na swoje czubki butów. Zauważył jak coraz mocniej ściska rękoma kolana.

Siedzieli dłuższy czas w milczeniu. Nagle brunetka zobaczyła na zegarek, było już późno.

-Będzie się ściemniać, muszę już iść- odpowiedziała wstając z miejsca.
-Zaczekaj! zawołał, łapiąc ją lekko za nadgarstek- mógłbym cię odprowadzić?
-Jeśli chcesz, -wskazała ręką w okolicę w której mieszkała.
-Przyjdziesz tutaj jutro?- zapytał gdy byli prawie na miejscu
-Chyba raczej nie będę mogła
-To jak się znów spotkamy?-przystanęli przed furtką, która prowadziła do jej mieszkania
-Coś wymyślisz- zawołała naciskając klamkę i po chwili znikając w ciemności pokoju...


Nie umiała tego wytłumaczyć, ale czuła, że on nie miał o tym pojęcia, ale ratował ją z każdą chwilą, sekundą, minutą, dniem...


                                            Ciąg dalszy nastąpi..

-----------------------------------

 Jest 2 rozdział! Mam nadzieję, że opowiadanie przypadło wam do gustu ;) liczę na szczere komentarze to jest bardzo ważne. Nawet nie wiecie jak bardzo poprzednie komentarze dodały mi otuchy, aż się miło robi :) Liczę na was Megan xoxo

środa, 26 grudnia 2012

Rozdział 1

Drzwi od salonu zaskrzypiały przeraźliwym dźwiękiem. Zza kuchni wyjrzały cztery głowy.

- Zayn, gdzie byłeś? I znów to samo.. - odezwał się kiwając głową Louis.
- Dajcie mi spokój, wróciłem i co, zadowoleni? - odpowiedział na zaczepkę brunet.
- Musisz o tym wreszcie zapomnieć, weź się w garść. Minęły już prawie 3 miesiące - wtrącił ze stanowczą mina blondyn.

Zayn nie odezwał się ani słowem, zmierzył wzrokiem Nialla. Zabrał z korytarza rzucony na podłogę czarny plecak, po czym zaczął iść w stronę swojego pokoju.

- Nie zapomnij że dziś o 14.00 jest próba. Lepiej by było gdybyś się pozbierał do tego czasu i nasz menadżer nie widział cię takiego - dało się słyszeć krzyki. Chłopak je zignorował.
- Mam ich dość, wiem że są moimi przyjaciółmi, ale nie rozumieją co ja czuję - powiedział do siebie pod nosem, trzaskając głośno drzwiami. 

I już był w pomieszczeniu, w którym czuł się bardzo dobrze. Położył się na świeżo pościelonym łóżku, patrząc się w jeden punkt na suficie. W jego pokoju nic się nie zmieniło, pomimo tego, że był chłopakiem miał niesamowity porządek, fioletowe zasłony przysłaniające białą framugę lekko uchylonego okna, wpuszczającego świeże powietrze do pokoju. Na biurku widniały trzy zeszyty starannie ułożone, na stoliku była niebieska lampka nocna skierowana w stronę łóżka.
Nagle drzwi do pokoju lekko się uchyliły.

- Za 5 minut zejdź na dół, zabieramy się na próbę - usłyszał głos jednego z chłopaków.

Zayn nic nie odpowiedział, stale wpatrując się w jeden i ten sam punkt na suficie, jednak otrząsną się i po 10 minutach był już gotowy. Włożył do kieszeni od spodni paczkę papierosów, jeszcze raz spojrzał na porządek na swoim biurku, po czym wyszedł, starannie zamykając za sobą drzwi. Założył słuchawki na uszy, nie chciał słyszeć kolejnych kazań swoich przyjaciół, którzy przecież bardzo się o niego martwili. Usiadł z tyłu samochodu. Jadąc wpatrywał się w mijane obiekty, przyrodę, budynki, które praktycznie znał na pamięć.
Spojrzał na niebo, było zachmurzone i całe czarne - będzie padać - pomyślał. Opuszkiem palca zmienił w swojej MP3 kawałek piosenki. Niedługo potem byli już na miejscu. Niechętnie wysiadł z wozu udając się do wielkiego budynku, tam czekała z pozoru prosta praca - przyjść, zaśpiewać kilak piosenek, ukłonić się i gotowe. Realia były całkiem inne. Śpiewanie to było to co kochał, oddawał się temu z największym zamiłowaniem, nie mógł żyć bez tego, nie była to dla niego praca dająca pieniądze, ale przede wszystkim pasja, której oddawał się w każdej minucie, zawsze.
Jednak dzisiejszy dzień był dla niego fatalny, nic mu się nie udawało, to już trwa 3 miesiące, 3 miesiące bolesnej pustki, której nic i nikt nie może zastąpić. Nie umiał sobie z tym poradzić, to wszystko go przerosło. Czuł, że oddala się od swoich przyjaciół. Tak bardzo tego nie chciał. Gdy ona była, wszystko było inne, lepsze i łatwiejsze, znów odżyłaby w nim chęć życia i radości. Każdy poranek witałby z miłością i chęcią przebudzenia się, i przeżycia dnia myśląc co go jeszcze spotka. Teraz tak nie było, nie potrafił znaleźć sobie własnego miejsca na Ziemi, wszystko go denerwowało i smuciło. Pocieszenie umiał znaleźć w swoich ulubionych papierosach, które tak bardzo chciał rzucić, oderwać się od tego wszystkiego.

- Zayn i znów pomyliłeś zwrotkę. Weź się w garść, bo nasz koncert będzie wielką klapą, a doskonale wiesz jak nam na wszystkim zależy - usłyszał głos Liama i jego wzrok skierowany wprost na niego.

 Nie odpowiedział, zamkną się całkowicie w sobie, usiadł na bordowiej, skórzanej kanapie wpatrując się w zachmurzone niebo, jakby czekają aż spadną z niego krople deszczu. Nie chciał wysłuchiwać tego wszystkiego. W końcu nie wytrzymał i udał się w stronę wyjścia.

- Zawsze taki jest! - krzykną za nim chłopak w kręconych włosach

Zayn zszedł klatką schodową, która prowadziła do wyjścia. W pomieszczeniu było dziwnie zimno, założył kurtkę, wyciągnął paczkę ze spodni. Zapalił jednego. Wziął do ust, zaciągną się, czuł jak dym zaczyna powoli wypełnić jego płuca, a przy tym zabijając wszystko napotkane, w organizmie chłopaka.

- Skończę z tym.., ale jeszcze nie teraz... - okłamywał się tym codziennie.

Założył kaptur na głowę w jednym momencie kierując się w obojętną mu stronę. W mieście wszystko działo się swoim monotonnym stylem. Dzieci bawiące się na ulicy, starsza pani pchająca wózek z dzieckiem, kobieta myjąca okno do swojego mieszkania, psy biegające po parku wąchające każdą napotkaną rzecz. Miał wrażenie, że wszystko co go otacza jest takie beztroskie, bez problemów, takie jak on chciał mieć. Nagle poczuł na swojej dłoni, która kurczowo trzymała się tytoniu, krople deszczu. Momentalnie podniósł głowę w stronę chmury, z której natychmiastowo zaczął padać deszcz. Nie chronił się przed nim, czuł obojętność, w tej chwili nieważne było czy będzie mokry, czy też uda mu się ochronić.
Spostrzegł na marmurowych schodach koło dziedzińca dziewczynę. Nie wiedział co nim kierowało, podszedł i usiadł koło niej. Kątem oka przypatrywał się jej. Miała śniadą cerę, na twarzy było widać zmartwienie i ból. Ciemne kosmyki włosów opadały na jej zmartwiona buzię.

- Nie boisz się, że się przeziębisz? - zapytał po dłuższej chwili wahania.
- A tobie nie szkoda zdrowia na palenie? - odpowiedziała równym tonem.
- Nie jesteś ubrana a pada, możesz zachorować.
- A może ja właśnie tego chcę - rzekła wbijając wzrok w ściekające po schodach strugi deszczu, robiąc tym samym śmieszne zacieki.
- Nikt nie lubi deszczu, ani choroby.
- Ja kocham deszcz, bo w nim nikt nie dostrzega moich łez, one mieszają się razem z deszczem, więc nie mam się czym przejmować - tym razem śmiało podniosła wzrok na chłopaka.

Dostrzegł jej brązowe oczy. Były śliczne, a zarazem pełne zawodu i zmartwienia, nie miała sylwetki modelki, ale nie przeszkadzało mu to. Miała włosy związane w kucyk, ale pojedyncze kosmyki opadały na jej twarz. Subtelne ręce silnie splatała wokół kolan, jakby chciała żeby jej nie zauważył.

- Nie powinnaś być w szkole? - zapytał z troską w głosie.
- Nie, nie chcę - momentalnie popatrzyła na niego brązowymi oczami z wielkim przerażeniem i strachem.
- Jak masz na imię? - zapytał lekko onieśmielony szybko zmieniając temat.
- A czy to ważne, za chwilę i tak ty pójdziesz w swoja stronę, ja w swoją i zapewne zapomnisz o mnie i już jutro nie będziesz wiedział jak mam na imię, ani gdzie mnie spotkałeś...

Chłopak wzruszył ramionami, dalej wpatrując się w nieznajomą dziewczynę. Deszcz już ustawał powoli, niebo wracało do normalności, ciemne chmury zaczęły zastępować jasne. Chwilę siedzieli w ciszy. Nagle chłopakowi coś się przypomniało, niechętnie wstał. Kątem oka zauważył, jak dziewczyna wzdrygnęła, obserwując jego ruchy.

- Musze już iść. Mam tylko nadzieję, że spotkamy się kiedyś jeszcze, a wtedy powiesz mi, jak masz na imię - odpowiedział machając jej na pożegnanie...

Patrzyła, jak jego sylwetka znika z pobliskimi uliczkami domów. Poczuła coś dziwnego w środku. Miała wrażenie, że ten nieznajomy chłopak zrozumiał ją i wyczuł, że jest sama, że on też ma pewnego rodzaju problemy, z którymi nie może sobie poradzić. Z rozmyślań wyrwał ją gołąb, który lądując tuż obok niej szukał jedzenia. Zerknęła na zegarek, dochodziła 21.30. Poderwała się na równe nogi i zarzuciła kaptur na głowę. Złapała głęboko powietrze, wbiła wzrok w trampki, po czym zaczęła kierować się w stronę swojego domu. Musiał zmierzyć się z problemem, a wiedziała, że po powrocie problemem będzie jej mama, która dowiedziała się wszystkiego, także o tym, że nie była w szkole. Była już na miejscu. Bezszelestnie weszła, od frontu  po schodach i otworzyła drzwi. Zdjęła buty i czym prędzej udała się do swojego pokoju. Jej niania zorientowała się, że już wróciła. Zawołała ją  do kuchni..

- Sophie, mama dzwoniła przed chwilą, kazał ci przekazać, że jutro musisz iść do szkoły. Dzwoniła do niej twoja wychowawczyni ze skargą związaną z twoją nieobecnością. Mama była bardzo wściekła, nawet mi się dostało, że nie umiem cię dopilnować - Pani Sara mówiła to z niesamowitym opanowaniem i melancholią. Była z pochodzenia Włoszką. Mama dziewczyny dała jej pracę jako opiekunka jej córki.
- Dobrze - odpowiedziała kierując się w stronę pokoju

Usiadła na łóżku, zabrała w dłonie zdjęcie z szafki nocnej tuląc je z całej siły, roniąc tym samym łzy. Była wykończona fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Jutro jej próba przeżycia, walka, którą musiała przechodzić codziennie, wiedziała, że pewnego dnia może nie wytrzymać, a wtedy...
Przełamała się, umyła się i przebrała. Usiadła na podłodze swojego pokoju wpatrując się w torbę leżącą koło łóżka, szybko wpakowała kilka książek, po czym odepchnęła ją jak najdalej od siebie, byleby nie mieć jej w zasięgu wzroku. Położyła się w łóżku, stale wpatrując się w zdjęcie swojej kochanej osoby. Nie płakała, nie miała już siły, jej całe ciało było niemym krzykiem, które rozrywało ją od środka.
- Proszę cię.., pomóż mi to jutro wytrzymać - ściskając mocno poduszkę, tuląc ją z całej siły w drżące ze strachu ciało. Czekała na nią kolejna bezsenna noc...


                                                     Ciąg dalszy nastąpi..

-----------------------------------

Witam wszystkich na moim blogu! Mam nadzieję że moje opowiadanie wam przypadnie do gustu ;) Nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział, ale podejrzewam że niedługo ;D Jeżeli chcecie być informowanie o następnych rozdziałach zostawiajcie w komentarzach swoje tt ;) mój to @sankilii Do następnego <3 Megan xx