środa, 26 grudnia 2012

Rozdział 1

Drzwi od salonu zaskrzypiały przeraźliwym dźwiękiem. Zza kuchni wyjrzały cztery głowy.

- Zayn, gdzie byłeś? I znów to samo.. - odezwał się kiwając głową Louis.
- Dajcie mi spokój, wróciłem i co, zadowoleni? - odpowiedział na zaczepkę brunet.
- Musisz o tym wreszcie zapomnieć, weź się w garść. Minęły już prawie 3 miesiące - wtrącił ze stanowczą mina blondyn.

Zayn nie odezwał się ani słowem, zmierzył wzrokiem Nialla. Zabrał z korytarza rzucony na podłogę czarny plecak, po czym zaczął iść w stronę swojego pokoju.

- Nie zapomnij że dziś o 14.00 jest próba. Lepiej by było gdybyś się pozbierał do tego czasu i nasz menadżer nie widział cię takiego - dało się słyszeć krzyki. Chłopak je zignorował.
- Mam ich dość, wiem że są moimi przyjaciółmi, ale nie rozumieją co ja czuję - powiedział do siebie pod nosem, trzaskając głośno drzwiami. 

I już był w pomieszczeniu, w którym czuł się bardzo dobrze. Położył się na świeżo pościelonym łóżku, patrząc się w jeden punkt na suficie. W jego pokoju nic się nie zmieniło, pomimo tego, że był chłopakiem miał niesamowity porządek, fioletowe zasłony przysłaniające białą framugę lekko uchylonego okna, wpuszczającego świeże powietrze do pokoju. Na biurku widniały trzy zeszyty starannie ułożone, na stoliku była niebieska lampka nocna skierowana w stronę łóżka.
Nagle drzwi do pokoju lekko się uchyliły.

- Za 5 minut zejdź na dół, zabieramy się na próbę - usłyszał głos jednego z chłopaków.

Zayn nic nie odpowiedział, stale wpatrując się w jeden i ten sam punkt na suficie, jednak otrząsną się i po 10 minutach był już gotowy. Włożył do kieszeni od spodni paczkę papierosów, jeszcze raz spojrzał na porządek na swoim biurku, po czym wyszedł, starannie zamykając za sobą drzwi. Założył słuchawki na uszy, nie chciał słyszeć kolejnych kazań swoich przyjaciół, którzy przecież bardzo się o niego martwili. Usiadł z tyłu samochodu. Jadąc wpatrywał się w mijane obiekty, przyrodę, budynki, które praktycznie znał na pamięć.
Spojrzał na niebo, było zachmurzone i całe czarne - będzie padać - pomyślał. Opuszkiem palca zmienił w swojej MP3 kawałek piosenki. Niedługo potem byli już na miejscu. Niechętnie wysiadł z wozu udając się do wielkiego budynku, tam czekała z pozoru prosta praca - przyjść, zaśpiewać kilak piosenek, ukłonić się i gotowe. Realia były całkiem inne. Śpiewanie to było to co kochał, oddawał się temu z największym zamiłowaniem, nie mógł żyć bez tego, nie była to dla niego praca dająca pieniądze, ale przede wszystkim pasja, której oddawał się w każdej minucie, zawsze.
Jednak dzisiejszy dzień był dla niego fatalny, nic mu się nie udawało, to już trwa 3 miesiące, 3 miesiące bolesnej pustki, której nic i nikt nie może zastąpić. Nie umiał sobie z tym poradzić, to wszystko go przerosło. Czuł, że oddala się od swoich przyjaciół. Tak bardzo tego nie chciał. Gdy ona była, wszystko było inne, lepsze i łatwiejsze, znów odżyłaby w nim chęć życia i radości. Każdy poranek witałby z miłością i chęcią przebudzenia się, i przeżycia dnia myśląc co go jeszcze spotka. Teraz tak nie było, nie potrafił znaleźć sobie własnego miejsca na Ziemi, wszystko go denerwowało i smuciło. Pocieszenie umiał znaleźć w swoich ulubionych papierosach, które tak bardzo chciał rzucić, oderwać się od tego wszystkiego.

- Zayn i znów pomyliłeś zwrotkę. Weź się w garść, bo nasz koncert będzie wielką klapą, a doskonale wiesz jak nam na wszystkim zależy - usłyszał głos Liama i jego wzrok skierowany wprost na niego.

 Nie odpowiedział, zamkną się całkowicie w sobie, usiadł na bordowiej, skórzanej kanapie wpatrując się w zachmurzone niebo, jakby czekają aż spadną z niego krople deszczu. Nie chciał wysłuchiwać tego wszystkiego. W końcu nie wytrzymał i udał się w stronę wyjścia.

- Zawsze taki jest! - krzykną za nim chłopak w kręconych włosach

Zayn zszedł klatką schodową, która prowadziła do wyjścia. W pomieszczeniu było dziwnie zimno, założył kurtkę, wyciągnął paczkę ze spodni. Zapalił jednego. Wziął do ust, zaciągną się, czuł jak dym zaczyna powoli wypełnić jego płuca, a przy tym zabijając wszystko napotkane, w organizmie chłopaka.

- Skończę z tym.., ale jeszcze nie teraz... - okłamywał się tym codziennie.

Założył kaptur na głowę w jednym momencie kierując się w obojętną mu stronę. W mieście wszystko działo się swoim monotonnym stylem. Dzieci bawiące się na ulicy, starsza pani pchająca wózek z dzieckiem, kobieta myjąca okno do swojego mieszkania, psy biegające po parku wąchające każdą napotkaną rzecz. Miał wrażenie, że wszystko co go otacza jest takie beztroskie, bez problemów, takie jak on chciał mieć. Nagle poczuł na swojej dłoni, która kurczowo trzymała się tytoniu, krople deszczu. Momentalnie podniósł głowę w stronę chmury, z której natychmiastowo zaczął padać deszcz. Nie chronił się przed nim, czuł obojętność, w tej chwili nieważne było czy będzie mokry, czy też uda mu się ochronić.
Spostrzegł na marmurowych schodach koło dziedzińca dziewczynę. Nie wiedział co nim kierowało, podszedł i usiadł koło niej. Kątem oka przypatrywał się jej. Miała śniadą cerę, na twarzy było widać zmartwienie i ból. Ciemne kosmyki włosów opadały na jej zmartwiona buzię.

- Nie boisz się, że się przeziębisz? - zapytał po dłuższej chwili wahania.
- A tobie nie szkoda zdrowia na palenie? - odpowiedziała równym tonem.
- Nie jesteś ubrana a pada, możesz zachorować.
- A może ja właśnie tego chcę - rzekła wbijając wzrok w ściekające po schodach strugi deszczu, robiąc tym samym śmieszne zacieki.
- Nikt nie lubi deszczu, ani choroby.
- Ja kocham deszcz, bo w nim nikt nie dostrzega moich łez, one mieszają się razem z deszczem, więc nie mam się czym przejmować - tym razem śmiało podniosła wzrok na chłopaka.

Dostrzegł jej brązowe oczy. Były śliczne, a zarazem pełne zawodu i zmartwienia, nie miała sylwetki modelki, ale nie przeszkadzało mu to. Miała włosy związane w kucyk, ale pojedyncze kosmyki opadały na jej twarz. Subtelne ręce silnie splatała wokół kolan, jakby chciała żeby jej nie zauważył.

- Nie powinnaś być w szkole? - zapytał z troską w głosie.
- Nie, nie chcę - momentalnie popatrzyła na niego brązowymi oczami z wielkim przerażeniem i strachem.
- Jak masz na imię? - zapytał lekko onieśmielony szybko zmieniając temat.
- A czy to ważne, za chwilę i tak ty pójdziesz w swoja stronę, ja w swoją i zapewne zapomnisz o mnie i już jutro nie będziesz wiedział jak mam na imię, ani gdzie mnie spotkałeś...

Chłopak wzruszył ramionami, dalej wpatrując się w nieznajomą dziewczynę. Deszcz już ustawał powoli, niebo wracało do normalności, ciemne chmury zaczęły zastępować jasne. Chwilę siedzieli w ciszy. Nagle chłopakowi coś się przypomniało, niechętnie wstał. Kątem oka zauważył, jak dziewczyna wzdrygnęła, obserwując jego ruchy.

- Musze już iść. Mam tylko nadzieję, że spotkamy się kiedyś jeszcze, a wtedy powiesz mi, jak masz na imię - odpowiedział machając jej na pożegnanie...

Patrzyła, jak jego sylwetka znika z pobliskimi uliczkami domów. Poczuła coś dziwnego w środku. Miała wrażenie, że ten nieznajomy chłopak zrozumiał ją i wyczuł, że jest sama, że on też ma pewnego rodzaju problemy, z którymi nie może sobie poradzić. Z rozmyślań wyrwał ją gołąb, który lądując tuż obok niej szukał jedzenia. Zerknęła na zegarek, dochodziła 21.30. Poderwała się na równe nogi i zarzuciła kaptur na głowę. Złapała głęboko powietrze, wbiła wzrok w trampki, po czym zaczęła kierować się w stronę swojego domu. Musiał zmierzyć się z problemem, a wiedziała, że po powrocie problemem będzie jej mama, która dowiedziała się wszystkiego, także o tym, że nie była w szkole. Była już na miejscu. Bezszelestnie weszła, od frontu  po schodach i otworzyła drzwi. Zdjęła buty i czym prędzej udała się do swojego pokoju. Jej niania zorientowała się, że już wróciła. Zawołała ją  do kuchni..

- Sophie, mama dzwoniła przed chwilą, kazał ci przekazać, że jutro musisz iść do szkoły. Dzwoniła do niej twoja wychowawczyni ze skargą związaną z twoją nieobecnością. Mama była bardzo wściekła, nawet mi się dostało, że nie umiem cię dopilnować - Pani Sara mówiła to z niesamowitym opanowaniem i melancholią. Była z pochodzenia Włoszką. Mama dziewczyny dała jej pracę jako opiekunka jej córki.
- Dobrze - odpowiedziała kierując się w stronę pokoju

Usiadła na łóżku, zabrała w dłonie zdjęcie z szafki nocnej tuląc je z całej siły, roniąc tym samym łzy. Była wykończona fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Jutro jej próba przeżycia, walka, którą musiała przechodzić codziennie, wiedziała, że pewnego dnia może nie wytrzymać, a wtedy...
Przełamała się, umyła się i przebrała. Usiadła na podłodze swojego pokoju wpatrując się w torbę leżącą koło łóżka, szybko wpakowała kilka książek, po czym odepchnęła ją jak najdalej od siebie, byleby nie mieć jej w zasięgu wzroku. Położyła się w łóżku, stale wpatrując się w zdjęcie swojej kochanej osoby. Nie płakała, nie miała już siły, jej całe ciało było niemym krzykiem, które rozrywało ją od środka.
- Proszę cię.., pomóż mi to jutro wytrzymać - ściskając mocno poduszkę, tuląc ją z całej siły w drżące ze strachu ciało. Czekała na nią kolejna bezsenna noc...


                                                     Ciąg dalszy nastąpi..

-----------------------------------

Witam wszystkich na moim blogu! Mam nadzieję że moje opowiadanie wam przypadnie do gustu ;) Nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział, ale podejrzewam że niedługo ;D Jeżeli chcecie być informowanie o następnych rozdziałach zostawiajcie w komentarzach swoje tt ;) mój to @sankilii Do następnego <3 Megan xx

15 komentarzy:

  1. Aaaaaaa .!! Super.!! Na początek nie wiedziałam o co chodzi, bo nie było przedstawionych bohaterów ani nic, ale jak przeczytałam ten rozdział to od razu się zakochałam.!! Masz talent i coś czuje że to opowiadanie będzie inne niż pozostałe, ale dzięki temu będzie DUŻO lepsze.!! Czekam z niecierpliwością na następny rozdział i chciałabym być informowana o następnych rozdziałach.!! Mój tt to: @Jula_Bidzinska :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. awwww dziękuję <3333 oczywiście będę informować :) x

      Usuń
  2. Boooożeeenaaa!;D to jest boskie i tak cholernie wciągające<3 czekam na kolejne rozdziały!;)

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny rozdział kochanie! taki inny, tajemniczy, wciągający!
    jestem ciekawa kolejnych rozdziałów, które mam nadzieję, że wkrótce się pojawią :)
    informuj babe : @be_my_dream_mar

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajnie się zapowiada. Jest tajemniczo, nic nie wiadomo co mnie troszkę denerwuje :D mam nadzieję że w kolejnych rozdziałach się wszystko wyjaśni!!! Dodaję do obserwujących bo blog jest niezły i na pewno jeszcze go odwiedzę ;)) Pozdrawiam Roxy xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi się bardzo podoba! Jest fajnie i tajemniczo :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No fany jest ten rozdział. Dzisiaj niestety tylko eden przeczytam, ponieważ nie mam czasu ;c ale jutro na pewno skończę czytać. Rozdział mnie bardzo zainteresował co daje dużego plusa bo pierwsza notka liczy się najbardziej ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. BARDZO FAJNY ROZDZIAŁ, BIEDNY ZAYN XX

    OdpowiedzUsuń
  8. Wciągający rozdział, biorę się za kolejny ! ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajne, będę czytać dalej

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajnie, że zrobiłaś taki niejasny wstęp, bo to wciąga czytelnika, który chce wiedzieć o co chodzi. Jedyna moja uwaga, że w dialogu, jeśli opisujesz jakiś stan np. dało się słyszeć krzyki, to zaczynasz zdanie komentujące z dużej litery, natomiast gdy jest to czasownik odnoszący się bezpośrednio do wypowiedzianych słów np. powiedział, zapytał czy odpowiedział, to wówczas zaczynamy zdanie z małej litery.

    OdpowiedzUsuń
  11. jeszcze taka mała uwaga, bo np. piszesz "on krzykną" <- to jest niepoprawna forma. Prawidłowo powinno być "krzyknął" ;) pozdrawiam, Klaudia

    OdpowiedzUsuń